Chcemy całego życia

- Moja historia z Adrianem

Mój syn Adrian ma już 24 lata. Kochałam go od zawsze, choć nie było to „czasami” łatwe. Kochałam go od dnia, kiedy dowiedziałam się od wróżki, że jestem w ciąży i że urodzę syna, który będzie „inny”. Wyobrażałam sobie wtedy, że „inny”, znaczy „wyjątkowy”. Czyżby mój syn, miałby być pisarzem? Kompozytorem? Kimś znanym? Wróżka zapewniała, że będę go bardzo kochać.
I rzeczywiście jej słowa w ciągu tygodnia potwierdziły tę przepowiednię. Test ciążowy wykonałam w Dniu Matki i w tym samym dniu zostałam mamą, a po 8 miesiącach urodziłam zdrowego chłopca, mając zaledwie 21 lat.
Adrian jako dziecko był ślicznym blondaskiem z niebieskimi oczami, był bardzo grzeczny. Ku mojemu zdziwieniu, nigdy nie miałam wobec niego planów związanych z zaspokojeniem własnych ambicji. Po prostu pragnęłam stworzyć mu ciepły dom, kochającą rodzinę. Chciałam, aby był szczęśliwym człowiekiem.
Los przyniósł mi syna rzeczywiście wyjątkowego, innego od rówieśników. Może dlatego nie bałam się, kiedy zauważyłam jego „inność”, wręcz przeciwnie – mój głód wiedzy, aby odkryć, co Mu jest, był dosyć długo niezaspokajany. Kiedy ja już czułam, widziałam i wiedziałam, że Adrianowi coś dolega, nie miałam żadnych potwierdzeń ani ze strony rodziny, ani ze strony lekarzy. Amerykańska historia, którą poznałam, czytając książkę Kaufmanów, odkryła przede mną „tajemnicę inności” Adriana. Opis chłopca z książki bardzo przypominał zachowania mojego syna. We wszystkich szczegółach odwzorowywał zachowania Adriana. Od tego dnia wiedziałam, że mój syn MA AUTYZM.
Dużo bym tu mogła pisać o naszej wspólnej przeszłości, o naszej wspólnej drodze, o przygodach i zmaganiach, o minusach i plusach autyzmu wczesnodziecięcego, o stanach depresyjnych, o samotności w walce o zdrowie syna, ale tę historię opowiadałam już kiedyś i nie będę ukrywać, nie lubię do niej wracać, ponieważ ta droga była dla mnie osobiście bardzo trudną drogą.
Tak naprawdę, jakiś czas temu zrozumiałam, że liczy się TU i TERAZ. I mogę się głośno przyznać, że w TERAZ z Adrianem czuję się najlepiej. Kocham go takim, jaki jest. Ogromną przyjemność sprawia mi, kiedy widzę, że On czuje się kochany i że jest często szczęśliwy ;-)
Skupiając się, więc na TU i TERAZ, martwię się tym, że Adrian zaraz zakończy swoją edukację szkolną w PDP i czas jego „parasola ochronnego” się zakończy. Jest to dla mnie bardzo trudna decyzja, co robić dalej, ponieważ jestem czynna zawodowo, chodzę do pracy, zarabiam, abyśmy mieli z czego żyć. Adrian tak naprawdę ma tylko mnie i tylko na mnie może liczyć. Niestety sam sobie w życiu nie poradzi, potrzebuje stałej opieki, ponieważ nie przewiduje niebezpieczeństw. Jak wyjdzie z domu, nie wiadomo, czy wróci, mimo, że doskonale zna drogę do domu. Adrian również nie powie, czy gdzieś mu jest dobrze czy źle, można to tylko zauważyć po jego zachowaniu i jego reakcjach na daną sytuację. Sam nie zrobi zakupów, nie ugotuje nic sam, nie otworzy ani nie zamknie mieszkania, nie pójdzie do pracy, nie zna wartości pieniądza. itp.
W zaistniałej sytuacji, zaczęłam sobie zadawać coraz częściej pytanie: co dalej? Co dalej z moim synem? Co zrobić, kiedy nie ma w naszym powiecie takiego miejsca, gdzie by Adrian poczuł się naprawdę tak dobrze jak "u siebie w domu"?
Ponieważ Adriana od 19 lat wychowuję sama, zaczęłam o wiele wcześniej myśleć o jego przyszłości niż inne, znane mi mamy. Być może dlatego moja determinacja jest tak ogromna, ponieważ wiem, że nikt oprócz mnie, nie pomyśli jak zapewnić Adrianowi bezpieczną i godną przyszłość a życie, jak wiemy, jest nieprzewidywalne – w każdej chwili, może mnie już nie być obok Adriana, i co wtedy?
Zawsze chciałam, aby mój syn, zanim mnie zabraknie w jego życiu, po zakończeniu edukacji szkolnej zamieszkał wspólnie z kolegami, podobnymi znajomymi ze swego otoczenia.
Marzę o tym, żeby Adrian na miarę swoich możliwości, mógł mieć własne Dorosłe Życie, kiedy jeszcze Ja będę obok. Ale już nie razem.
Chciałabym stworzyć Adrianowi taki Jego Nowy Świat, Jego Dorosły Świat, który da mu takie poczucie bezpieczeństwa i przynależności do grupy, aby kiedyś, kiedy mnie naprawdę zabraknie, nie odczuł tego aż tak bardzo dotkliwie.
Długo zbierałam się do realizacji pomysłu, jak zabezpieczyć przyszłość Adriana. Miałam nadzieję, że zanim Adrian dorośnie, już będą gotowe rozwiązania- jak zapewnić przyszłość  "dorosłym" ,ale niesamodzielnym osobom z autyzmem. Niestety tak się nie stało, więc przyszedł czas na moje działanie i takim to sposobem obecnie prowadzę Fundację Radośni, której siedziba jest w Milanówku.
Jako Fundacja planujemy utworzenie domu mieszkalnictwa treningowego z intencją, że to miejsce stanie się w przyszłości prawdziwym 2 DOMEM dla podopiecznych Fundacji. Pragniemy dać szansę osobom z autyzmem na zdobywanie nowych umiejętności, które przybliżą je do niezależnego, samodzielnego życia, a ich rodzinom przyniosą wytchnienie i dadzą nadzieję na to, że przyszłość ich dorastających dzieci będzie już zabezpieczona.
Bieżącym celem Fundacji jest zbiórka funduszy na remont domu, który użyczył nam, wspierając naszą inicjatywę, Pan Burmistrz Miasta Milanówka Piotr Remiszewski. Niestety dom wymaga kapitalnego remontu. Moje siły i energia, skierowane są teraz na pozyskiwanie potrzebnych nam funduszy. Moja głowa, jest pełna pomysłów i planów. Niestety na razie jest „za dużo” na tej jednej głowie. Chciałabym zachęcić rodziców, aby bardziej angażowali się w Projekt Fundacji, razem będzie nam łatwiej a SIŁA jest W NAS. Szukam rodziców z okolic Milanówka, którym naprawdę zależy i którzy są w stanie „coś od siebie dać” i nie chodzi tu o pieniądze.
Szukam rodziców, którzy wraz ze mną zaangażowaliby się już TU i TERAZ w tworzenie 2 Domu dla naszych dorosłych już "dzieci", Rodziców, którzy czuliby sercem TEN PROJEKT.
Na zakończenie chciałabym podziękować mojemu synowi Adrianowi za to, że pomógł poznać mi inny świat, że dzięki niemu patrzę szerzej na wiele spraw, że nauczył mnie kochać bezwarunkowo, walczyć i się nie poddawać, zawsze szukać światełka w tunelu. To dzięki niemu poznałam wielu dobrych ludzi, których pewnie bym nigdy nie poznała. To dzięki niemu jestem, Tu gdzie jestem i jestem taka, jaka jestem. To nie była i nie jest łatwa miłość, to nie jest łatwe życie, ale doceniam je, dlatego chciałabym zrobić "coś dobrego" dla Adriana i jego kolegów i koleżanek. Chciałabym stworzyć im bezpieczny, ciepły 2 DOM.
A na ile starczy mi sił ?? tego nie wiem, ale niech się dobrze dzieje. Czego i sobie i innym rodzicom życzę. Wierzę, Ufam i z góry dziękuję za każde wsparcie. Wierzę też, że nic nie dzieje się bez przyczyny i wszystko ma swój ukryty sens.
 
 Agnieszka Izdebska 
Zapraszam do nas ;-)  Zapraszam do współpracy z naszą Fundacją ;-)

Drukuj   E-mail